GP Australii – Hamilton wygrał, Kubica nie dojechał

March 17th, 2008

Luis Hamilton odniósł bardzo pewne zwycięstwo. Bardzo dobrze spisało się też BMW. Heidfeld zajął drugie miejsce. Niestety, znów możemy mówić o pechu Kubicy. Był to jednak bardzo trudny wyścig. Do mety dojechało zaledwie siedem samochodów i ani jedno Ferrari.

Grand Prix Australii pewnie wygrał Luis Hamilton. Startujący z pole position faworyzowany Brytyjczyk ani na chwilę nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa. Z początku tylko Robert Kubica stwarzał dla Hamiltona zagrożenie. Jednak tylko na pierwszym okrążeniu Polakowi startującemu z miejsca numer dwa udawało się zbliżyć na dojazdach do zakrętu na zaledwie odległość zderzaka. Później Luis mknął stałym rytmem po zwycięstwo, będąc praktycznie cały czas niezagrożony!

Przewidziany na godz.5.30 czasu polskiego start odbył się po myśli Kubicy, choć startujący z mniej przyczepnej części toru Polak mógł być łatwym kąskiem dla czyhającego za nim Heikkiego Kovalainena. Odmiennie wobec startu z poprzedniego sezonu (gdy w podobnym przypadku, startujący z drugiej pozycji Fernando Alonso został wyprzedzony na starcie przez Niemca Heidfelda), bolid Kubicy bardzo szybko wystartował nie dając praktycznie żadnych nadziei Finowi.

Robert Kubica jako pierwszy zjechał do boksu, by zatankować paliwo. Tym samym stracił już bezpowrotnie drugą pozycję na rzecz jadącego równo kolegi z zespołu, Nicka Heidfelda. Na dziesięć okrążeń przed końcem samochód prowadzony przez Kazuki Nakajimę uderzył w bolid Kubicy. Głupota Nakajimy zakończyła się szczęśliwie dla niego i pechowo dla Kubicy, który nie mógł już kontynuować wyścigu. Robert zadecydował, że uszkodzenie tylnego skrzydła jest zbyt poważne i za bardzo wpływa na prowadzenie samochodu; skończył więc wyścig.

Warunki na torze w Melbourne od początku sprawiały kłopoty kierowcom. Temperatura powietrza dochodziła do 38 stopni Celsjusza. Tym bardziej gratulacje należą się koledze Roberta, Nickowi, który już na początku sygnalizował problem z przeciekającym podajnikiem wody w aucie.

Trudne warunki dały się także mocno we znaki samym maszynom. Zaledwie siedem z nich ukończyło wyścig. Na końcu odpadł Fin Kimi Raikkonen, który miał przed sobą od początku trudne zadanie. Wcześniejsza awaria w jego samochodzie i konieczność naprawienia usterki spowodowały nałożenie na niego kary przesunięcia do tyłu o 10 pozycji. Startując z 16 miejsca dzielnie przebijał się do przodu. Nie ustrzegł się jednak kilku błędów i aż dwukrotnie groźnie wypadał poza tor. Ostatecznie jego bolid odmówił posłuszeństwa; musiał zatrzymać się na trawie. Jeszcze gorzej pojechał jego kolega z zespołu, Felippe Massa. Mający praktycznie od początku problemy z opanowaniem bolidu Brazylijczyk nie ukończył wyścigu. Tym samym Ferrari po pierwszym wyścigu jest bez punktów!

Autor artykułu: Bartłomiej Małysz

Dwa gole Roberta Acquafresci!

March 17th, 2008

Robert Acquafresca zdobył dwa gole dla Cagliari w wygranym meczu z FC Torino 3:0. Piłkarz, którego ojciec jest Włochem a matka Polką nie odrzuca możliwości gry dla Polski. Skoro chciano Rogera w kadrze, warto postarać się o młodego Włocha…

Reprezentant włoskiej młodzieżówki jest ostatnio w dobrej formie. Także w przedostatniej kolejce Serie A strzelił dwa gole w spotkaniu przeciwko FC Genua. Wiadomo, że Leo Beenhakker ma kłopoty z zestawieniem formacji ataku. Euzebiusz Smolarek ostatnio nie grywa za dużo, a jak już wychodzi to to pod koniec spotkania. Maciej Żurawski wprawdzie powoli wraca do formy, ale nie wiadomo czy zdąży do Euro 2008. Jest Paweł Brożek, który wczoraj rozegrał kolejne świetne spotkania w barwach Wisły Kraków, co udokumentował strzeleniem zwycięskiej bramki. Nawet jeśli wspominani zawodnicy będą w wysokiej formie, to i tak Acquafresca będzie wielkim wzmocnieniem naszej kadry.

- Robert Acquafresca? To znakomity piłkarz! Jego mama jest Polką? Niewiarygodne… Gdyby udało się namówić go do gry w reprezentacji Polski, oznaczałoby to wielkie wzmocnienie naszej drużyny narodowej – mówi w wywiadach Zbigniew Boniek. I trudno się z tym nie zgodzić. Sam zawodnik przypomina w stylu gry Filippo Inzaghiego, jest szybki i umie się znaleźć w polu karnym przeciwnika. Legenda polskiej piłki nożnej dodaje, że to jeden z największych talentów włoskiego futbolu.

Co na to sam Acquafresca? Wywiad z Robertem ukazał się w gazecie “Polska The Times”. Przyznaje, że PZPN już się z nim kontaktował, jednak nigdy nie otrzymał oficjalnej propozycji gry w kadrze. Piłkarz mówi, że byłby dumny gdyby otrzymał powołanie i potwierdza, że jest do dyspozycji PZPN. Przez matkę jest mocno związany z Polską, ma tu przyjaciół, przyjeżdża do dziadków. W przyszłości planuje nawet kupić dom, prawdopodobnie w Warszawie.

- Na lewym ochraniaczu mam imię mamy i flagę Polski, na prawym – taty i flagę włoską – powiedział w wywiadzie Robert. To kolejny dowód, że jego gra w naszej kadrze jest realna. I trzeba przynajmniej spróbować powalczyć o ten wielki talent, bo później możemy tylko żałować.

W kadrze chcą grać Roger i Hernani. Jednak ostatnio żaden z nich nie jest w dobrej formie. Brazylijczycy przydaliby się w kadrze, ale gdyby byli w swojej optymalnej formie. Rogerowie brakuje sporo do formy sprzed dwóch lat. Gra Acquafresci w naszej kadrze byłaby z pewnością sporym wzmocnieniem, dlatego warto zrobić wszystko by Robert zagrał dla Polski.

Autor artykułu: Łukasz Wolski

Trzy punkty dla Romy, czyli dramat Milanu

March 17th, 2008

W szlagierowym meczu 28 kolejki Serie A AS Roma pokonała na Stadio Olimpico AC Milan 2 : 1. O losach spotkania zadecydowały 3 minuty, w trakcie których rzymianie zdobyli 2 bramki. Milan może czuć się mocno zawiedziony, gdyż był lepszy.

Zwycięstwo Rossoneri w tym spotkaniu było na wyciągnięciu ręki. Milan prowadził i świetnie kontratakował. Jednak niewykorzystane okazje się zemściły i to Roma niezasłużenie wygrała to spotkanie. Sytuacja Milanu może się teraz skomplikować, gdyż po ewentualnym zwycięstwie Fiorentiny, Rossoneri znów będą tracić 4 punkty do upragnionego miejsca gwarantującego im Ligę Mistrzów. Natomiast Roma nadal liczy się w walce o Scudetto. Traci teraz do Interu 3 punkty, choć Inter swoje spotkanie rozegra dopiero dzisiaj. Jednak gdy zdarzy mu się wpadka, obie drużyny wyrównają swe szanse.

Pierwsza połowa meczu Milanu z Romą była bardzo wyrównana. Na początku ekipy Spalettiego i Ancelottiego próbowały zdobyć przewagę w środku pola, lecz nikt wyraźnie nie dominował w spotkaniu. 25. minucie szansę na zdobycie gola zmarnował Mancini, strzelając obok lewego słupka Kalaca. Odpowiedź Milanu była błyskawiczna i powinna zakończyć się bramką, lecz po dośrodkowaniu Seedorfa, Kaka strzelił zbyt słabo by pokonać dobrze dysponowanego Doniego. Pod koniec pierwszej połowy gra wyraźnie nabrała rumieńców. W 38. minucie świetnym przechwytem i dośrodkowaniem popisał się Favalli, lecz Kaka kolejny raz zmarnował świetną okazję. Doni nawet nie musiał interweniować przy główce Brazylijczyka. W 42. minucie świetnym podaniem popisał się Pirlo, zmuszając bramkarza Romy do opuszczenia swojego pola karnego. Doni jednak nie popełnił błędu i zagrożenie zostało zlikwidowane.

W pierwszej połowie żadna drużyna nie zdołała przełamać defensywy przeciwników. Ze strony Milanu bardzo dobrze prezentował się Seedorf. Dobrze rozgrywał i wspierał w ataku brazylijski duet Pato – Kaka. Do pełnej formy wrócił także Oddo, który oprócz wielu rajdów i dośrodkowań dobrze radził sobie w obronie. W Romie pierwsze skrzypce grał Totti, który ciągle stwarzał zagrożenie pod bramką Kalaca. W defensywie natomiast Rzymianie mieli kłopoty, ale na ich szczęście Milan nie grzeszył dziś skutecznością a jeśli już zdołał oddać celny strzał, na posterunku stał Doni.

Początek drugiej połowy także był wyrównany. Jednak składniejsze akcje przeprowadzał Milan, który był wypoczęty i w pełni sił. W 50. minucie znowu dobrym podaniem wykazał się Seedorf. Swojej kolejnej szansy nie wykorzystał jednak Kaka, gdyż jego strzał wybronił Doni i skończyło się tylko na rzucie rożnym. Ale 56. minucie Brazylijczyk wreszcie wpakował piłkę do siatki. Oddo dostał fantastyczne podanie od Pirlo, popędził prawą flanką do linii końcowej boiska i wycofał piłkę do dobrze ustawionego Kaki, który zdobył swoją 9. bramkę w tym sezonie. Roma chciała błyskawicznie odpowiedzieć, ale w polu karnym Milanu Totti przyjął piłkę ręką i sędzia musiał przerwać groźną akcję Rzymian. Żółtej kartki Tottiemu jednak nie pokazał. Minutę później świetną okazję na podwyższenie wyniku zmarnował Seedorf. W sytuacji sam na sam w prawdzie ograł Doniego, ale za słabo uderzył piłkę i Cicinho wybił futbolówkę prawie z linii bramkowej.

W 66. minucie miała miejsce kontrowersyjna akcja. Piłkę przy końcowej linii zdobył Pato i spróbował minąć swojego rodaka w bramce Romy. Nie udało mu się jednak, gdyż padł na murawę. Sędzia uznał, że młody talent Milanu symulował i pokazał mu żółtą kartkę. Sytuacja była jednak mocno dyskusyjna. W 74. boisko opuścił świetnie spisujący się Seedorf, zastąpił go Emerson. Jak się później okazało była to wymuszona zmiana. Po zejściu Holendra gra Milanu straciła wiele na wartości. Roma wciąż atakowała, ale większego zagrożenia nie zdołała stworzyć. Jednak w 78. minucie, po zamieszaniu w polu karnym Milanu, bramkę zdobył Giuly. Roma poszła za ciosem i za chwilę zdobyła drugą bramkę. Zszokowani obrońcy Milanu popełnili błąd w obronie i Vucinic znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, nie dając szans Kalacowi. Australijczyk, tak jak przy pierwszej bramce, mógł się jednak lepiej zachować. Mimo usilnych starań, Rossoneri nie zdołali doprowadzić do remisu i trzy punkty zostały w Rzymie.

Milan zagrał dobre spotkanie, lecz pechowo przegrał. Szansa na dogonienie Fiorentiny znów została zmarnowana. Raziła nieskuteczność Milanu w ataku. Zespołowi brak napastnika, który z zimną krwią potrafiłby wykonczyć akcje. Ancelotti stawia na Pato, lecz ten w jednym meczu gra świetnie a w drugim już bardzo przeciętnie. Widać też było brak Nesty w obronie, chociaż ta nie zagrała źle. Roma jednak potrafiła wykorzystać nawet najmniejsze potknięcie i to dało im zwycięstwo. Rzymianie przygotowują się teraz do batalii o półfinał Ligi Mistrzów z Manchesterem United. To zwycięstwo na pewno podniesie ich morale. Ale ekipa Spalettiego walczy także o tryumf w Serie A oraz o puchar Włoch. Czy gra na tylu frontach zakończy się potrójną koroną czy też przegraną, o tym dowiemy się na koniec sezonu.

Autor artykułu: Łukasz Wolski

Czy Beskidy będą polską stolicą sportów zimowych?

November 9th, 2007

Po co jechać w Alpy? W Beskidach powstanie wielki narciarski raj. Projekt “7 Dolin” zakłada stworzenie w Beskidach nowoczesnej sieci kurortów zimowych. Po raz pierwszy w Polsce połączone ze sobą wyciągami zostaną różne miejscowości.

Zanim wieś Wierchomla zaczęła się kojarzyć z narciarstwem, nikt chyba o niej nie słyszał. Kilka połemkowskich chałup, cerkiew i kamieniołom… Ludzie wyjeżdżali stąd na Śląsk i za granicę, bo wieś była bez perspektyw.

W 1997 roku wszystko się zmieniło. Zauważono, że dolina posiada idealne warunki topograficzne i klimatyczne do utworzenia tutaj stacji narciarskiej. Z roku na rok przybywało wyciągów, pensjonatów, powstał trzygwiazdkowy hotel SPA z basenem, boisko, park linowy. Wybudowano najdłuższy w Polsce wyciąg krzesełkowy. Nowatorskim projektem było utworzenie (również pierwszej w Polsce) stacji downhillowej.

Mieszkańcy Wierchomli zaczęli wracać do rodzinnej miejscowości i otwierać tu pensjonaty, bary i restauracje. W całej okolicy ceny gruntów wzrosły.

Początek 2008 roku będzie przełomowy – dwie miejscowości (Wierchomla Mała oraz Szczawnik leżący po drugiej stronie góry) połączą się systemem wyciągów. Będzie to zaplecze narciarskie dla turystycznej Muszyny, w której właśnie stacji narciarskiej od zawsze brakowało.

Powstał już projekt “7 dolin”, który ma celu połączenie kilku znanych miejscowości wyciągami – m.in. Muszyny i Krynicy Górskiej. Takiego projektu jeszcze w Polsce nie było. Narciarze już w tym roku mogą przemieszczać się z Wierchomli do Muszyny – Szczawnika wyciągami, a już za kilka lat – zapewne aż do Krynicy. To wielka gratka dla narciarzy – jeden karnet, wiele możliwości noclegów, wiele tras narciarskich i mnóstwo nowoczesnych wyciągów, w tym krzesełkowe i gondolowe.

Pomysły właścicieli cechuje nowatorstwo – pierwszy tak duży kompleks narciarski, pierwsza stacja downhillowa, pierwszy tak duży wachlarz usług SPA w połączeniu z narciarstwem, najdłuższe wyciągi krzesełkowe… czym jeszcze zaskoczą narciarzy Beskidy?

Najważniejszy w tym wszystkim jest jednak komfort narciarzy – wyciągi są nowoczesne, o dużej przepustowości, zaplecze noclegowe i gastronomiczne na wysokim poziomie, jest wiele udogodnień (choćby tak proste, jak bezpłatne duże parkingi, bezpłatne toalety, bezpłatny wyciąg linkowy). Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że w Beskidach mogą jeździć wszyscy – zarówno dobrzy narciarze, jak osoby początkujące. Miejsce to jest więc idealne dla turystyki rodzinnej.

Autor artykułu: Edyta Sochacka

Na ratunek krakowskiej kreatywności!

November 3rd, 2007

Dzisiejszy świat coraz częściej przedkłada finanse ponad kreatywność. Firmy oczekują doświadczenia a nie chęci do nauki. Twardych praw rynku nie zmienimy. Możemy jednak zrobić wszystko, aby łatwiej było nam się dostosować do reguł tej gry.

Każdy, kto poważnie myślał nad rozpoczęciem pracy jako fotograf, szybko zderzył się z brutalną rzeczywistością. Brak środków finansowych
od lat nieubłaganie hamuje rozwój młodych ludzi. Zarówno gazety jak i agencje fotograficzne wymagają doświadczenia. Jednak bardzo mała garstka instytucji daje możliwość zdobycia tego doświadczenia. Dziś jednak grupa pasjonatów z Krakowa postanowiła pomóc tym, których potencjał przyćmił brak możliwości zaprezentowania się. Zaczęli oni formować projekt mający na celu wydobywanie, rozwijanie i promowanie młodych talentów. O powstającej inicjatywie rozmawiałem z głównym założycielem i pomysłodawcą Sobiesławem Książkiem.

Co tak naprawdę powstaje?
– Motywem przewodnim PHOTOSPECTACULUM, bo tak nazywa się stowarzyszenie, jest fotografia i wszystko, co z nią związane. Poprzez spotkania-warsztaty oraz dostęp do studia fotograficznego uczestnicy projektu mogą rozwijać swój talent i realizować własne pomysły. Chcemy, aby ostateczny kształt stowarzyszenia nadali mu sami uczestnicy, ponieważ wtedy każdy będzie tu przychodził z przyjemnością i maksymalną korzyścią.

Dla kogo jest stowarzyszenie?
– Stowarzyszenie jest otwarte na wszystkich ludzi kreatywnych, którzy dysponują chwilą wolnego czasu i dobrymi pomysłami. Czekamy na pasjonatów fotografii zarówno tych, którzy widzą swoją przyszłość w świecie profesjonalnych fotografów jak i tych, którzy chcą rozwijać swoje umiejętności sami dla siebie. Do współpracy zapraszamy również modelki, wizażystów oraz projektantów mody.

Czego stowarzyszenie oczekuje od uczestników?
– Przede wszystkim pracy nad samym sobą, chcemy, aby uczestnicy wzajemnie się wspierali. Oczekujemy, że ludzie, z którymi przyjdzie nam pracować będą chcieli zrobić coś sami, aby udowodnić, że są godni naszej pomocy, a nie tylko czekać aż podda im się gotowe rozwiązanie pod nos. Jeśli ktoś włoży w stowarzyszenie trochę pracy i chęci, to nam wystarczy. Chcemy, aby wszyscy uczestnicy czuli się tu dobrze i rozwijali się poprzez dobrą zabawę.

Na co mogą liczyć uczestnicy ze strony stowarzyszenia?
– Do naszych priorytetów należy organizowanie wystaw, pokazów, warsztatów i plenerów. Oferujemy dostęp do studia i nasze doświadczenie. Z czasem spowoduje to, że najlepsi z pośród nas zostaną zauważeni, co pozwoli im przeniknąć do świata profesjonalistów. Pomagamy zdobyć doświadczenie i gromadzić dorobek artystyczny.

Gdzie można zasięgnąć więcej informacji na temat stowarzyszenia?
– Stowarzyszenie posiada stroną internetową www.foto-fashion.com
tam są zawarte wszystkie informacje na nasz temat oraz sposób kontaktowania się z nami. Jesteśmy oczywiście otwarci na wszelkie propozycje promowania stowarzyszenia. Zależy nam, aby dotrzeć do jak największej liczby osób.

Autor artykułu: Jacek Tomaszewski

Opowieść o Chojniku, niezdobytej twierdzy Karkonoszy

October 30th, 2007

Nieopodal Jeleniej Góry, na skalistej górze wznoszą się szczątki kamiennej warowni z basztą dumnie górującą nad okolicą. Jest to jeden z miejskich symboli, ikona Karkonoskiego Parku Narodowego i perła piastowskich fortyfikacji – zamek Chojnik. Posłuchajcie historii o niezdobytej twierdzy, która oparła się wojnom husyckimi, której nie zalała fala potopu szwedzkiego, ale którą pokonała natura…

Początki Chojnika, ongiś zwanego Chojniastym, sięgają panowania książąt świdnicko-jaworskich. Pod koniec XIII wieku na miejscu dumnej warowni stał drewniany dwór łowiecki. Kamienną twierdzę wzniósł w połowie XIV wieku książę Bolko II Mały. Książę nie zatrzymał jednak silnie ufortyfikowanej warowni dla siebie – desperacko potrzebował zapełnić pustki w skarbcu. Tak oto zamek zaczął przechodzić z rąk do rąk. Wiosną 1364 roku Chojnik został oddany pod zastaw rycerzowi Thimo von Colitz, który sprzedał zamek w tym samym roku królowi czeskiemu, Karolowi IV Luksemburczykowi. Przejmując strategicznie ulokowany Chojnik, Czechy zdobyły de facto kontrolę nad okolicznymi ziemiami – co było niebezpieczne dla Piastów, na których terytoria już czyniono zakusy. Bolkowi II po wielu staraniach udało się odzyskać kontrolę nad zamkiem, który dzięki staraniom jego żony – Agnieszki Habsburskiej, pozostał w rękach Piastów aż do 1381. Ostatnia księżna świdnicko-jaworska przekazała zamek w ręce rodu Schaffgotschów, którzy panowali na Chojniku nieprzerwanie do 1643, a sam zamek należał do rodu aż do 1945 roku.

Plan pochodzi ze strony: http://zamki.res.pl/foto2/chojnik-pa.jpg / Fot. Zamki PolskieZamek wybudowano na szczycie skalistego wzniesienia (ok. 627 metrów n.p.m.) otoczonego z trzech stron stromymi urwiskami, które były sennym koszmarem najeźdźców husyckich i szwedzkich. Dziś zamek w niczym nie przypomina dawnej piastowskiej siedziby, na przestrzeni wieków był czterokrotnie przebudowywany i wielokrotnie remontowany. Za czasów Bolka II, Chojnik składał się z ufortyfikowanego przedbramiem dziedzińca oraz gmachu mieszkalnego połączonego z zachowaną do dziś basztą, cały kompleks otacza za dziewięciometrowy mur obronny. Po objęciu panowania nad zamkiem na początku XIV wieku, protoplasta rodu Schaffgotschów, Gotsche Schoff rozbudował zamek o kaplicę pod wezwaniem św. Jerzego i św. Katarzyny. Na przełomie XV i XVI stulecia, do warowni dobudowano otoczone solidnym murem obwodowym przedzamcze z drugą, mniejszą basztą w północnym narożniku twierdzy.

Najpoważniejszą modernizację Chojnika przeprowadzono ok. 1560 roku – z tego okresu pochodzi wieża bramna, potężna basteja, która była odpowiedzią na zmiany w ówczesnej sztuce wojny, sala rozpraw sądowych i solidny, kamienny pręgierz, czy chociażby loch głodowy. Oprócz tego rozbudowano część mieszkalną i gospodarczą, tworząc trzeci dziedziniec. Zamek przestał być surowym, gotyckim, piastowskim gniazdem, Schaffgotschowie rozbudowali twierdzę w duchu renesansu. Po raz ostatni Chojnik był przebudowywany przez cesarskich robotników w pierwszej połowie XVII wieku, przednia linia fortyfikacji została wzmocniona o bastion z bramą po zachodniej stronie zamku.

Chojnik nigdy nie został zdobyty przez najeźdźcę. W trakcie wojen husyckich (1419-1434) Schaffgotschowie ze zdecydowaniem odpierali ataki husytów plądrujących Śląsk, po czym zdobyli zbójecką sławę rabunkami na okolicznej ludności i kupcach podążających traktami do Czech. Najbardziej burzliwy okres dla zamku nadszedł przed potopem szwedzkim. Panem na włościach był wtedy Hans Ulrych II Schaffgotsch, uznawany za jednego z najsławniejszych (o ile nie najsławniejszego) władców Chojnika. Ulrych II był mężem księżniczki brzesko-legnickiej Barbary Agnieszki, więc raz jeszcze Piastowie przypomnieli o sobie na zamku. W 1634 r. Ulrych II został oskarżony przez cesarza Fryderyka II o zdradę i skazany na ścięcie mieczem, rodowy majątek został skonfiskowany, a sam zamek przeszedł pod władanie cesarskiej załogi. Cesarscy rzemieślnicy dokonali wspomnianych już umocnień rychło w czas – w 1645 roku Szwedzi bezskutecznie oblegali warownię. Pięć lat później cesarz w akcie łaski przywrócił Schaffgotschom prawa do zamku, jednak ród zastał twierdzę zniszczoną i splądrowaną po pobycie cesarskich wojsk. Schaffgotschowie nigdy więcej nie powrócili na Chojnik – zajęli urokliwy pałac który można podziwiać w dzisiejszych Cieplicach. Wkrótce po tym, opuszczona twierdza padła 31 sierpnia 1675 roku od uderzenia pioruna – pożar strawił prawie cały zamek. Po dziś dzień, solidne kamienne mury znaczą ślad po twierdzy, której nie zdobył żaden człowiek, ale która uległa naturze.

Chojnik jest obecnie jedną z największych atrakcji turystycznych Karkonoszy. Można bez przeszkód przechadzać się po zrujnowanych korytarzach i salach, a ze świetnie zachowanej baszty zobaczyć jedyny w swoim rodzaju widok na okolicę. Na zamku od 1991 roku bractwo rycerskie Chojnika organizuje turniej o Złoty Bełt Zamku Chojnik, chętni zawsze mogą spróbować swoich sił w strzelaniu z kuszy na miejscowej strzelnicy, a czasem turystów przy bramie witają rycerze w pełnym rynsztunku. Starą basteję przerobiono na schronisko turystyczne, również dysponującym miejscami noclegowymi. Chojnik niemal od daty spłonięcia stał się atrakcją turystyczną – na początku szczątki pokazywano dobrze płacącym dostojnikom – aż w końcu w 1822 roku w ruinach zamku urządzono gospodę.

Kto nigdy nie słyszał legendy o Kunegundzie, czy nie widział murów, po których stąpał konno mężny Adalbert z Turyngii, powinien wspiąć się na górującą nad Jelenią Górę siedzibę Piastów i Schaffgotschów. Jest to miejsce magiczne, gdzie twarda, kamienna rzeczywistość miesza się ze starymi legendami karkonoskimi, a na potężnych murach i stromych urwiskach wciąż połamałaby zęby niejedna armia. Tak więc ruszajcie w drogę – najlepiej czarnym, zbójeckim szlakiem – Chojnik czeka na Was!

Autor artykułu: Michał Tuszyński

MODENA – Luciano Pavarotti nie żyje

September 6th, 2007

Śpiewak zmarł w czwartek o godzinie 5 rano otoczony rodziną w swym domu w Modenie – poinformowała Terri Robson. – Mistrz prowadził długą i ciężką walkę z chorobą – rakiem trzustki, który ostatecznie zabrał mu życie – powiedziała, dodając iż Pavarotti do końca zachował tak charakterystyczną dla niego pogodę ducha.

W ubiegłym roku u Pavarottiego zdiagnozowano raka trzustki. Po operacji został poddany intensywnej terapii – po raz ostatni hospitalizowano go w sierpniu. 25 sierpnia wyszedł ze szpitala po trwających ponad dwa tygodnie testach i leczeniu i był w domu pod nadzorem onkologów.

Więcej w jutrzejszym wydaniu Głosu Wielkopolskiego

Autor artykułu:

INWESTYCJE – „Roch” ruszył po torach

September 6th, 2007

Kilka minut po godzinie 14 ułożone na czterech kolejowych platformach przęsło ze starego mostu Świętego Rocha ruszyło w stronę Śródki. Po specjalnie ułożonym torowisku zostało przetoczone na odległość 30 metrów. Maestrię inżynierów można będzie oglądać na brzegu Cybiny codziennie, przez około półtora miesiąca.

Nitowane przęsło z „Rocha” stanie się głównym elementem budowanego właśnie mostu Cybińskiego, który po 37 latach znów połączy Ostrów Tumski ze Śródką. Jednak najpierw trzeba je przetransportować na miejsce gotowych już przyczółków.
Dlatego fachowcy z firmy Intercor Zawiercie zbudowali 30-metrowe torowisko, a za pomocą siłowników ułożono ważące 400 ton przęsło na platformach kolejowych. Wczoraj tuż po godzinie 14 specjalistyczne wyciągarki o udźwigu 205 ton każda włączono na pełną moc i przytwierdzony do nich linami kolos ruszył. Przez godzinę przęsło „przejechało” 30 metrów i skończyły się tory. Teraz będzie trzeba podnieść zestawić giganta z platform, przełożyć tory i zabawa zacznie się od nowa. Dziennie przęsło będzie się przesuwać około 100 metrów.

Więcej w dzisiejszym wydaniu Głosu Wielkopolskiego

Głos Wielkopolski dostępny także w wersji elektronicznej – ZAMÓW TERAZ SMS-em!

Autor artykułu: Bartosz Trzebiatowski

ĆWICZENIA – Strażacy ścigali się na schodach Akademii Ekonomicznej

September 6th, 2007

Pierwsze piętra idą gładko, gdzieś około ósmego zaczynasz ciężko oddychać, na dziesiątym masz ochotę wyskoczyć za barierkę, na osiemnastym marzysz tylko, żeby ktoś zdjął ci maskę i hełm. Bo sam nie masz na to siły.

Gruba kurtka i spodnie, ciężkie wysokie buty, butla z tlenem, maska i hełm – w sumie 20 kilogramów ekwipunku. I osiemnaście pięter wieżowca Collegium Altum poznańskiej Akademii Ekonomicznej do pokonania. Takie zadanie stanęło wczoraj przed strażakami z 26 zespołów. W zawodach liczył się przede wszystkim czas.
– Najlepsi na samą górę dotrą w ciągu niecałych trzech minut. Chodzi tu jednak nie tylko o rywalizację sportową, ale też praktyczne ćwiczenie umiejętności strażaków – mówi Piotr Wilczewski, rzecznik prasowy wielkopolskiej Państwowej Straży Pożarnej.
W czasie pożarów w tak wysokich budynkach nawet najwyższe drabiny okazują się bezużyteczne, a windy odcinane są na samym początku. Strażacy więc wszędzie muszą dotrzeć o własnych siłach i wnieść na swoich plecach niezbędny ekwipunek.
– Te schody są tutaj o wiele niższe od tych, na których ćwiczyliśmy. Ale pięter jest więcej – mówił aspirant Mariusz Pol, który w takich zawodach startował po raz trzeci.
Strategii tu nie ma, liczą się tylko silne nogi i ręce chwytające się barierki. Przed startem zawodnicy są drobiazgowo kontrolowani. Sprawdzane są wszystkie elementy regulaminowego wyposażenia i czy aparaty tlenowe są w pełni sprawne.
– Z doświadczenia wiem, że kryzys przychodzi dokładnie w połowie. Problemem są nie tylko wiotczejące ze zmęczenia mięśnie nóg, ale także kłopoty z oddechem. Cały czas korzystamy z powietrza dostarczanego przez aparat tlenowy – wyjaśniał Mariusz Pol tuż przed startem do sprintu na 18. piętro.

Więcej w dzisiejszym wydaniu Głosu Wielkopolskiego

Głos Wielkopolski dostępny także w wersji elektronicznej – ZAMÓW TERAZ SMS-em!

Autor artykułu: Filip Springer

Wyszła z domu…

July 4th, 2007

Kilkudziesięciu ludzi szukało 44–letniej mieszkanki Krynicy Zdroju, która rano wyszła z domu w kierunku lasu i nie wróciła do domu. Policję zaalarmowała jej córka zaniepokojona zniknięciem matki. Córka mówiła, że matka była w depresji i nie jest wykluczone, że mogła targnąć się na swoje życie.
Funkcjonariusze uzyskali informację, że znajoma zaginionej kobiety dzwoniła do niej z telefonu komórkowego i usłyszała wołanie o ratunek.
W teren wyruszyło m.in.: pięciu policjantów, 16 ratowników GOPR–u z dwoma psami tropiącymi, pięciu funkcjonariuszy Straży Granicznej, trzech strażaków z podkrynickiej OSP i policjanci.
– Ratownicy GOPRu przeczesujący lasy odnaleźli 44–letnią kobietę. Była nieprzytomna – mówi Beata Frohlich, rzecznik sądeckiej komendy policji. – Ustalono, że próbowała odebrać sobie życie. Ratownicy podjęli akcję reanimacyjną, a następnie przetransportowali ją do miejsca, z którego mogło zabrać ją pogotowie i przewieźć do szpitala w Krynicy Zdroju. Następnie trafiła do szpitala specjalistycznego w Gorlicach. Sprawę bada policja z Krynicy Zdroju.
(elo)

Autor artykułu: